Stałam przestępując z nogi na nogę przed budynkiem mojego liceum. To mój piąty rok w Dortmundzie i w szkole prywatnej. Nic ciekawego tylko banda bogatych dzieciaków, które widzą wyłącznie siebie i swoje interesy. To właśnie tutaj mieszają się wybitnie inteligentne osoby z tymi uczącymi się za pieniądze rodziców. Zza rogu ulicy wyszedł smukły blondyn ubrany w skórzaną kurtkę i przetarte jeansy. Westchnęłam kiedy podszedł do mnie podnosząc dłonią moją twarz i całując.
- Tęskniłaś ślicznotko? - zapytał. Zmusiłam się na uśmiech i pokiwanie głową.
Chciał coś powiedzieć, ale uratował mnie autobus, który właśnie podjechał pod szkołę. Miał nas zabrać za miasto nad jeziorko na terenie prywatnym jednego z naszych nauczycieli. Kiedy się zatrzymał z wdziękiem wślizgnęłam się do pojazdu, usiadłam na któryś tam miejscu pod oknem. Po chwili znalazł mnie Bastian.
- Coś się dzieje? - zapytał szarmancko.
- Nie, skądże. Po prostu nie przepadam za wodą, sam wiesz...
- Spokojnie nie będziemy tam pływać.
- Mam nadzieję - odparłam odwracając twarz do szyby. Czekała nas co najmniej godzina jazdy na miejsce.
?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz